Katniss szybko ubrała się, zjadła śniadanie i wybiegła z domu. Cały czas zastanawiała się, kim jest owy tajemniczy gość. Ludzie, których kocha w większości nie żyją. Mama pisała, że nie może przyjechać przez najbliższy tydzień. Primrose nie żyje. Finnick nie żyje. Annie jest zajęta. Gale zostawił ją. Peeta jest obok. Haymith także. I Effie. Kto jest gościem, który tak ma ją ucieszyć?
Katniss wreszcie dotarła do Peety. Naparła na drzwi i wbiegła do środka.
Pierwsze piętro w domu Peety zajmowały dwa pomieszczenia: kuchnia i salon. W kuchni jak w kuchni, ale salon był naprawdę imponujący. Na środku stał duży stół dla co najmniej sześciu osób. W lewym rogu, przy oknie stał kominek. Naprzeciwko niego stały dwa fotele i trzyosobowa kanapa. Między fotelami Peeta postawił lampę. Okno było ogromne, z widokiem na Łąkę. Przy drzwiach znajdował się wieszak na ubrania i szafka na buty, obok regał na książki. Na kominku stał portret Katniss, Primrose, Rue, rodziny Peety i mamy Katniss. Jej oczy zaszkliły się łzami. To piękny gest. Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy do salonu wszedł Peeta.
- Dzień dobry, kochanie. Szykuję obiad - powiedział swoim zwykłym, ciepłym głosem.
- Zostawiłeś mnie - odparła z wyrzutem.
Zaśmiał się.
- Dobrze wiesz, że NIGDY bym cię nie zostawił.
- Obiecujesz?
Nie ufasz mi - powiedział ze śmiechem, ale zaraz potem spoważniał. - Obiecuję.
Uwierzyła mu.
- Peeta, powiedz mi…
- Wszystko, co zechcesz.
- …kim jest gość, który miał mnie ucieszyć.
- Ach - Peeta wyglądał, jakby pytanie Katniss wyrwało go z kontekstu. - No tak. CHODŹ DO NAS!
Po schodach z górnego piętra zeszła młoda kobieta. Miała półdługie blond włosy luźno przerzucone przez ramie. Na sobie miała luźny szary dres i znoszone szare trampki. W jej szarych oczach było coś figlarnego, a za razem smutnego. Uśmiechnęła się na widok Katniss, jakby zobaczyła najlepszą przyjaciółkę. Zbiegła szybko po schodach.
- Pamiętasz jeszcze? - Spytał Peeta.
- Ma prawo nie pamiętać - powiedziała kobieta. - Bardzo się zmieniłam.
- Chyba cię znam… - powiedziała Katniss.
- No co ty nie powiesz, ciemna maso.
I wtedy ją rozpoznała.
- Johanna Mason, dystrykt 7.
- No nareszcie - westchnęła Johanna, tak jakby Katniss zastanawiała się milion lat. - Tęskniłaś.
- I to jak! Johanna… myślałam, że nie żyjesz!
- Jednak jestem bardziej żywa, niż kiedykolwiek - odparła ta ze śmiechem. - A ty jak się miewasz? Powiedz mi, - zniżyła ton do szeptu. - Czy ta słodka ploteczki jest prawdziwa?
- Jeśli chodzi o zaręczyny… - zaczęła Katniss.
-… to tak! - wpadł jej w słowo Peeta.
Wybuchnęli śmiechem.
- No dobra, - zaczęła Katniss. - Gdzie ty masz zamiar mieszkać?
- Hmmm… Jeśli użyczyła mi przestrzeni… to u ciebie.
- Jasne - odparła Katniss. - Możesz spać w pokoju mamy… - Urwała.
Wspomnienie mamy było dla niej bardzo bolesne.
- Wchodzę w to - odpowiedziała Johanna. - To jemy ten obiad? Konam z głodu.
- O kurde… - Peeta pognał i pobiegł do kuchni.
- Spalił jak nic. To na obiad trochę sobię poczekamy…
________________________________________________
________________________________________________
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Nowa zasada
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
MightyLea
Peeniss
Translate
sobota, 3 stycznia 2015
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 2
Sierpień powoli dobiegał końca. Złote światło padało na cały Dwunasty Dystrykt. Trawa na Łące była bardziej zielona. Niebo błękitne. Dzieci zaraz miały iść do szkoły. Ale teraz korzystały z pięknej pogody i bawiły się. Katniss i Peeta podziwiali wszystko przez okno. To było takie cudowne. Dzieci skakały po łące i śmiały się. Katniss wyobrażała sobię swoje dziecko bawiące się razem z nimi. Potwarz nie musi się bać rozłąki. Igrzyska Głodowe się skończyły. Teraz jest czas radości.
Peeta objął ją w talii i pocałował.
- O czym myślisz, kochana? - spytał.
- O naszej przyszłości. Będzię cudowna. Wyobrażam sobię nasze dzieci bawiące się na łące.
Roześmiał się.
- To wydarzy się szybciej niż myślisz. Teraz jest już południe. Zejdzmy coś.
- Tak.
- Przyjdź do mnie za pół godziny.
Pobiegł do siebię, a Katniss wybrała się do ogrodu. Poszła do grobu Prim. Nie było ciała. To właściwie był mały pomnik upamiętniający Prim.
- Widzisz to, Prim? Jednak mi się ułożyło - wyszeptała.
Kiedy przyszła do Peety, wszystko było już gotowe. Usiedli przy stole i zaczęli jeść. Peeta był świetnym kucharzem. Zjedli w milczeniu. Posiedzieli jeszcze trochę w domu Peety. On chciał ją namalować. Mówił, że jest piękna. Zgodziła się. I w takim tempie nadszedł wieczór.
- Odprowadzę cię do domu - zaproponował Peeta.
- Tak - poprosiła Katniss.
Poszli wolnym spacerem. Dzieci już pouciekały do domów. Katniss i Peeta spacerowali jeszcze po Łące. Potem całowali się pod gwiazdami. Katniss czuła niewyobrażalne szczęście. Była pewna tego, że kocha Peetę. Zostali na Łące tak długo, jak im życie pozwoliło. Potem zaczął padać deszcz. Wrócili do domu, a Peeta okrył Katniss płaszczem.
W domu Katniss wypili gorącą czekoladę. Katniss miała kłaść się spać. Peeta już miał wracać do domu, kiedy usłyszał jej krzyk:
-PEETA!
Przybiegł do niej tak szybko, jak tylko mógł.
- Peeta, zostań ze mną.
I został. Zasnęła przytulona do niego. To była spokojna noc. Bez koszmarów, bez krzyku. Tak jakby nic złego w ich życiu się nie wydarzyło.
Gdy Katniss obudziła soę następnego dnia, było już południe. Peety nie było obok niej. Za to był tam liścik, papierowy samolocik.
Katniss!
Przyjdź do mnie.
Mam gościa, który cię ucieszy!
❤️
-Peeta
Katniss jadła śniadanie zastanawiając się, co takiego czeka ją u Peety. I kto jest gościem, który ją ucieszy.
Peeta objął ją w talii i pocałował.
- O czym myślisz, kochana? - spytał.
- O naszej przyszłości. Będzię cudowna. Wyobrażam sobię nasze dzieci bawiące się na łące.
Roześmiał się.
- To wydarzy się szybciej niż myślisz. Teraz jest już południe. Zejdzmy coś.
- Tak.
- Przyjdź do mnie za pół godziny.
Pobiegł do siebię, a Katniss wybrała się do ogrodu. Poszła do grobu Prim. Nie było ciała. To właściwie był mały pomnik upamiętniający Prim.
- Widzisz to, Prim? Jednak mi się ułożyło - wyszeptała.
Kiedy przyszła do Peety, wszystko było już gotowe. Usiedli przy stole i zaczęli jeść. Peeta był świetnym kucharzem. Zjedli w milczeniu. Posiedzieli jeszcze trochę w domu Peety. On chciał ją namalować. Mówił, że jest piękna. Zgodziła się. I w takim tempie nadszedł wieczór.
- Odprowadzę cię do domu - zaproponował Peeta.
- Tak - poprosiła Katniss.
Poszli wolnym spacerem. Dzieci już pouciekały do domów. Katniss i Peeta spacerowali jeszcze po Łące. Potem całowali się pod gwiazdami. Katniss czuła niewyobrażalne szczęście. Była pewna tego, że kocha Peetę. Zostali na Łące tak długo, jak im życie pozwoliło. Potem zaczął padać deszcz. Wrócili do domu, a Peeta okrył Katniss płaszczem.
W domu Katniss wypili gorącą czekoladę. Katniss miała kłaść się spać. Peeta już miał wracać do domu, kiedy usłyszał jej krzyk:
-PEETA!
Przybiegł do niej tak szybko, jak tylko mógł.
- Peeta, zostań ze mną.
I został. Zasnęła przytulona do niego. To była spokojna noc. Bez koszmarów, bez krzyku. Tak jakby nic złego w ich życiu się nie wydarzyło.
Gdy Katniss obudziła soę następnego dnia, było już południe. Peety nie było obok niej. Za to był tam liścik, papierowy samolocik.
Katniss!
Przyjdź do mnie.
Mam gościa, który cię ucieszy!
❤️
-Peeta
Katniss jadła śniadanie zastanawiając się, co takiego czeka ją u Peety. I kto jest gościem, który ją ucieszy.
środa, 31 grudnia 2014
Rozdział 1
Trzy lata po rebelii, jaka miała miejsce w Panem, siedziałam w swoim domu w odbudowanym Dwunastym Dystrykcie. Byłam samotna. Nie brakowało mi prawie niczego. Z wyjątkiem Peety Meelarka.
Peeta przeżył straszne rzeczy. Po całej masakrze mieszkałam z nim przez kilka miesięcy, ale chłopak postanowił potem mieszkać sam. Rozumiałam go. Kapitol podczas tortur zmienił jego w wspomnienia o mnie. Były straszne. Teraz znów był we mnie zakochany. A ja w nim.
,,-Kochasz mnie? Prawda, czy fałsz?
-Prawda"
Jak mogłabym o tym zapomnieć?
Rozejrzałam się po mieszkaniu. Kiedy Peeta się wyprowadził byłam bardzo samotna. Nie miałam już matki, ponieważ ta pracowała w szpitalu w Czwartym Dystrykcie. Nie miałam już siostry, ponieważ ta zginęła podczas eksplozji w Kapitolu. Nie miałam już najlepszego przyjaciela, Gale'a, ponieważ ten po rebelii zamieszkał w Drugim Dystrykcie, dostał dobrą pracę i najpewniej wziął ślub. Teraz straciłam Peetę, który albo był zajęty pracą, albo uznał, że ma jej dość, a może już jej nie pamiętał.
Spojrzałam na stolik nocny. Leżał na nim list. Wzięła go i przeczytała.
Katniss!
Co mi zrobiłaś, że ciągle o tobie myślę? Spotkajmy się u mnie.
❤️
-Peeta
Czyli jednak pamiętał.
Poszłam spokojnym krokiem do jego domu. Trudno mi było ukryć szczęście. Tyle czasu go nie widziałam, a on cały czas pamiętał. Pamiętał o mnie. To było miłe uczucie. Przez trzy lata utrzymywałam stały kontakt jedynie z Haymithem. Pisałam też do swojej mamy i do Annie Cresty - Odair. To w sumie byłoby na tyle. Z Gale'm nie rozmawiałam od lat. A teraz miałam się spotkać z kimś, kogo najbardziej kocham.
Zadzwoniłam do drzwi. Peeta natychmiast otworzył.
- Katniss! - Zawołał uradowany - Chodź na górę!
- C-co…?
-No chodź! - Ponaglał mnie.
Na górnym piętrze stała drabina. Peeta pomógł mi wejść. Znaleźliśmy się na dachu.
- Katniss Everdeen, - zaczął niepewnie - pamiętasz może, jak na 74 Igrzyskach Głodowych przed oczami całego Panem wyznałem ci miłość?
-Tak…
- Katniss Everdeen… pamiętasz może, jak zaręczyliśmy się podczas Tourneé Zwycięzców.
Oczy zaszły mi łzami. Nadal pamiętał… po tym wszystkim, co przeszedł…
- Tak…
- I zdajesz sobię sprawę z tego, że to się nie liczy?
To bolało.
-…Tak.
Przez dłuższą chwilę patrzyłam mu w oczy. Ku mojemuzdziwieniu nie było w nich nic zimnego. Tylko miłość i zaufanie.
- To nie fair - powiedział Peeta, po czym chwycił ją za rękę.
- Katniss Everdeen - powiedział oficjalnym dość tonem - czy teraz tak naprawdę…wyjdziesz za mnie?
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie widziałam przyszłości, ale teraz, w jasnych barwach widziałam tylko jedną drogę.
-Tak.
Peeta przeżył straszne rzeczy. Po całej masakrze mieszkałam z nim przez kilka miesięcy, ale chłopak postanowił potem mieszkać sam. Rozumiałam go. Kapitol podczas tortur zmienił jego w wspomnienia o mnie. Były straszne. Teraz znów był we mnie zakochany. A ja w nim.
,,-Kochasz mnie? Prawda, czy fałsz?
-Prawda"
Jak mogłabym o tym zapomnieć?
Rozejrzałam się po mieszkaniu. Kiedy Peeta się wyprowadził byłam bardzo samotna. Nie miałam już matki, ponieważ ta pracowała w szpitalu w Czwartym Dystrykcie. Nie miałam już siostry, ponieważ ta zginęła podczas eksplozji w Kapitolu. Nie miałam już najlepszego przyjaciela, Gale'a, ponieważ ten po rebelii zamieszkał w Drugim Dystrykcie, dostał dobrą pracę i najpewniej wziął ślub. Teraz straciłam Peetę, który albo był zajęty pracą, albo uznał, że ma jej dość, a może już jej nie pamiętał.
Spojrzałam na stolik nocny. Leżał na nim list. Wzięła go i przeczytała.
Katniss!
Co mi zrobiłaś, że ciągle o tobie myślę? Spotkajmy się u mnie.
❤️
-Peeta
Czyli jednak pamiętał.
Poszłam spokojnym krokiem do jego domu. Trudno mi było ukryć szczęście. Tyle czasu go nie widziałam, a on cały czas pamiętał. Pamiętał o mnie. To było miłe uczucie. Przez trzy lata utrzymywałam stały kontakt jedynie z Haymithem. Pisałam też do swojej mamy i do Annie Cresty - Odair. To w sumie byłoby na tyle. Z Gale'm nie rozmawiałam od lat. A teraz miałam się spotkać z kimś, kogo najbardziej kocham.
Zadzwoniłam do drzwi. Peeta natychmiast otworzył.
- Katniss! - Zawołał uradowany - Chodź na górę!
- C-co…?
-No chodź! - Ponaglał mnie.
Na górnym piętrze stała drabina. Peeta pomógł mi wejść. Znaleźliśmy się na dachu.
- Katniss Everdeen, - zaczął niepewnie - pamiętasz może, jak na 74 Igrzyskach Głodowych przed oczami całego Panem wyznałem ci miłość?
-Tak…
- Katniss Everdeen… pamiętasz może, jak zaręczyliśmy się podczas Tourneé Zwycięzców.
Oczy zaszły mi łzami. Nadal pamiętał… po tym wszystkim, co przeszedł…
- Tak…
- I zdajesz sobię sprawę z tego, że to się nie liczy?
To bolało.
-…Tak.
Przez dłuższą chwilę patrzyłam mu w oczy. Ku mojemuzdziwieniu nie było w nich nic zimnego. Tylko miłość i zaufanie.
- To nie fair - powiedział Peeta, po czym chwycił ją za rękę.
- Katniss Everdeen - powiedział oficjalnym dość tonem - czy teraz tak naprawdę…wyjdziesz za mnie?
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie widziałam przyszłości, ale teraz, w jasnych barwach widziałam tylko jedną drogę.
-Tak.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


